niedziela, 20 marca 2011

Chwile grozy

Przez cały wieczór Miś tryskał humorem i rozsyłał uśmiechy nie przestając w czasie wieczornej toalety zagadywać Rodziców. Nawet podczas niespecjalnie lubianej wymiany tasiemki od rurki tracheo Mikuś nie przestawał gadać.

Wtem... Mikołajek zamilkł... jego spojrzenie sięgnęło tajemniczego punktu w przestworzach a promienne dotąd oblicze wyglądało jak kamienna twarz...

Nastała przeraźliwa cisza a powietrze zgęstniało - za oknem pojawiły się błyskawice i rozszalał się straszliwy wicher.*

Mikołajkowy Tato zastygł w bezruchu, Mama też... Czas stanął w miejscu. Misiowych Rodziców z przerażenia, że coś się stało ich Słodziakowi oblały hektolitry zimnego potu...

Nagle Miś spojrzał na Tatę, potem na Mamę. Po czym Miszczunio** upewniwszy się, że jego osobiści Rodzice są wystarczająco przerażeni... walnął szeroki uśmiech z chochlikiem w oku :)

Mikołajek na myśl o tym jak udało mu się nabrać Rodziców aż do zaśnięcia nie przestawał chichotać.


eeee, no gdzie z tym aparatem?? zajęty jestem, z Mamą rozmawiam!


*że co? że te gromy i błyskawice to tylko w filmach grozy mogą? proszę bardzo, niedowiarki niech sprawdzą to dziwne zjawisko atmosferyczne telefonując do Instytutu Meteorologii ;)

**purystów językowych zapewniam, że wiem jak poprawnie napisać słowo "miszczunio" ;)

piątek, 18 marca 2011

Syndrom odstawienia

...mam :(

Przyczepiło się do mnie jakieś wredne przeziębienie i by nie zawlec Mikusiowi infekcji nie mogę się z nim widywać.

Chyba jestem uzależniona od Takiego Jednego Fajnego Księciunia.

czwartek, 17 marca 2011

Dwa miechy w domku

Misiowi dzisiaj stuknęły dwa miesiące od kiedy opuścił Oiom i wrócił do domu.

W tym czasie, Mikołajkowym Rodzicom i mnie udało się go rozpieścić na maksa, jest rozpuszczony jak dziadowski bicz ;)

Rozpieszczanie Mikołajka jest naszą świadomą decyzją, a że Mikuś jest Wyjątkowo Bystrym Misiem potrafi sobie wszystko, szybciutko egzekwować.

Jako wierni poddani Słodziaka cały czas dostarczamy mu różnorodnych bodźców by uszczęśliwiać Księciunia i zapobiegać nudzie.

Mikołajek uwielbia bawić się w cyrk i oczywiście najlepiej się czuje jako właściciel tegoż. Do tej zabawy Właściciel Cyrku potrzebuje conajmniej dwóch osób, roboczo nazwanych Murzynem i Małpą.
Murzyn znajduje się w bezpośredniej bliskości Właściciela i jego zadanie polega na przytulaniu, głaskaniu, mizianiu, całowaniu, masowaniu, robieniu pierdzioszków w paszki, brzuszek lub stópki Księciunia. Mówię Wam, to świetna fucha i by uniknąć sporów tudzież innych przepychanek jesteśmy zmuszeni rzucać monetą ;)
Małpa musi się znajdować na wprost Właściciela, wydawać zabawne dźwięki i wykonywać wszystkie te śmieszne sztuczki jakie sobie potraficie wyobrazić, a które zwykle robi chcąc się popisać przed publicznością.

Przy całym tym rozpieszczaniu Miś jest najbardziej rozkosznym, radosnym, pogodnym, najsłodszym Dzieciaczkiem na świecie.

I mimo, że zarówno Mikołajkowi Rodzice jak i jego ciocia skończyli studia mocno pedagogiczne... to nadal zamierzają maksymalnie rozpieszczać swoje Najjaśniejsze Słonko :)

czwartek, 10 marca 2011

Mały terrorysta

Po pracy a przed ważnym spotkaniem wpadłam ucałować Słodziaka. Pobawiliśmy się chwilę, po czym Miki udał się na popołudniową drzemkę a ja na wyżej wspomniane.

Jakieś dwie godziny później, w trakcie spotkania - w czasie którego odbieranie telefonu było zupełnie nie na miejscu, no ale... - zadzwoniła przerażona Mikołajkowa Mama. Księciunio obudził się 50 minut temu i wciąż płakał.
Mama Misia zapytała czy w trakcie usypiania ułożyłam Mikusia w odpowiedni sposób, czy w czasie zabawy nie uderzył się w rączkę lub nóżkę. Nic takiego, po zabawie Misiek zasnął z uśmiechem na buźce.

Nie pomagało sprawdzanie czy aby na pewno mu wygodnie, czy nie ma temperatury itp. Na nic noszenie, śpiewanie piosenek, zabawianie, całowanie tudzież inne rozrywki. Rodzice prześcigali się w wymyślaniu atrakcji i stawaniu na rzęsach a z oczek Mikusia nadal spływały łzy wielkości grochu, momentami przybierając rozmiar fasoli Jaś.

Po tych wiadomościach - olewając bardzo ważne spotkanie - czym prędzej pognałam do Księciunia. Kiedy weszłam, Mikołajek się rozpromienił, powitał uśmiechem nr 10 i głośnym "eeeełooo". Łzy i kiepski humor zniknęły bez śladu.

Mikołajkowi Rodzice doszli do wniosku, że kiedy Miś się obudził i zobaczył, że nie ma cioci za to są tylko nudni Starzy, postanowił zaprotestować i głośno domagał się jej przybycia używając wszystkich dostępnych sobie środków ;)




dość skutecznie i w trybie natychmiastowym :)

poniedziałek, 7 marca 2011

Bierzemy Misia w teczkę...

Niedawno Mikołajkowi Rodzice kupili zapasową baterię do respiratora. W sobotę korzystając z promyków słońca i zapachu wiosny postanowili zabrać Mikołajka na WYPRAWĘ...

Wprawdzie cel podróży znajdował się tylko w odległości około 10 km od Mikołajkowego domu ale było to pierwsze wyjście Mikołaja od powrotu ze szpitala więc wiecie.

Prawdziwa wyprawa:
Miś podłączony do respiratora, ssak, cewniki, pulsoksymetr plus cała fura jakże potrzebnych każdemu niemowlakowi akcesoriów.

U celu podróży tupiące z podniecenia Babcia, Prababcia, Ciocia i Mikusiowy pies :)

Po zapakowaniu Misia, jego Mamy i całego majdanu Mikołajkowy Tato odpalił wrotki znaczy auto i ruszyli w stronę słońca... Chwilę później Mikołajek ukołysany mruczeniem silnika zasnął.

U celu podróży Śpiący Królewicz spał nadal. I spał, i spał...

Mikołajkowi Rodzice nieprzyzwyczajeni do tak długich dziennych drzemek Potomka chyba niespecjalnie wiedzieli co mają z sobą robić.
Czekając więc aż Miki się obudzi z lekka zaczęło im odbijać z niecierpliwości i w tym czasie witali się z wielce stęsknionym Mikołajkowym psem ;)




Jak pamiętacie po wyjściu Misia ze szpitala pies zamieszkał u Babci. Tymczasem minęla godzina, potem druga Mikołajek ciągle spał a cała reszta czekała.


W końcu Mikołajek raczył otworzyć oczęta. Nieco oszołomiony, siedząc wygodnie u Taty na kolanach zdumionym wzrokiem rozglądał się po pokoju.




W drodze powrotnej do domu Mikuś znów przysnął, w domu chwilę się pobawił i z nadmiaru wrażeń zasnął ponownie. Wieczorem Rodzice go obudzili i prawie "na śpiocha" poddali wieczornej toalecie tudzież zmienili tasiemkę od tracheo.

Po jakże ekscytującym dniu Księciunio vel Śpiący Królewicz spał snem kamiennym do samego rana.

niedziela, 6 marca 2011

Banerek

Proszę bardzo, oto kod do banerka zrobionego specjalnie dla Mikusia przez ciocię Longinę:

<a href="http://mikolajkowo.blogspot.com/"><img src="http://iv.pl/images/80173442947541809315.gif" border="0" alt="Iv.pl" /></a>

po kliknięciu banerek przenosi na Mikołajkowo.


Wszystkich chętnych zapraszamy do kopiowania i wklejania na swoich stronach.

piątek, 4 marca 2011

Miaaał...

Mikołajek wykazuje coraz większe zainteresowanie światem i wszystkim co się wokół niego dzieje. Czynnie uczestniczy w każdej rodzinnej sprawie i nic w domu nie ma prawa dziać się bez jego udziału.

Kiedy Księciunio drzemie, Rodzice i Ciocia milczą, ewentualnie porozumiewają się na migi. Mikołajkowy pies bywający w odwiedzinach przemieszcza się chyłkiem pod ścianami i na paluszkach - co wygląda dość zabawnie w wykonaniu całkiem sporego labradora - a z obawy by podmuch powietrza nie obudził Panicza pozwala sobie tylko od czasu to czasu na delikatne machnięcie samą końcówką ogona. Wyraźnie stara się tłumić swoją żywiołowość i wrodzoną radość życia by nie zakłócać wypoczynku swojemu Małemu Panu.

Słodziak ma świetny słuch, który nieco utrudnia mu zasypianie ;)
na przykład Księciunio już prawie, prawie śpi, oczka się same zamykają... ale niech tylko ktoś ośmieli się szepnąć - natychmiast szeroko otwiera oczęta i ciekawie rozgląda dookoła. Przecież mogłoby go ominąć coś fajnego, nie?

Razu pewnego tuż po popołudniowej drzemce bawiliśmy się z Mikim w pokoju a Mikołajkowi Rodzice byli zajęci w kuchni. Ciekawski Księciuniu co rusz zerkał w tamtą stronę. Co było robić? Tata złapał pod pachę respirator ja Misia i dołączyliśmy do reszty bandy :)


Miki był szczęśliwy mając wszystkich na oku i w komplecie, sprawiedliwie rozsyłał uśmiechy a kiedy któryś z Rodziców zajęty swoją robotą akurat nie odwzajemnił, Miki głośno się upominał nawołując: "eeeoooo", "yyyy", "eeeedziiiioooo". Upomniana osoba szybko nadrabiała uśmiechowe zaległości ku ogromnej satysfakcji Mikunia. Kiedy z Misiem na kolanach rozmawiałam przez telefon Miki pilnie słuchał robiąc wielkie oczy i od czasu do czasu wtrącał swoje "gyyyy".

Mikołajek nauczył się nowego słowa - "miał".

Uwielbia kiedy Babcia naśladuje zwierzęta wydając dziwne odgłosy, dzisiaj na topie był kotek.
W związku z tym, całe popołudnie i część wieczoru Miś i jego Babcia do siebie miałczeli. Zdecydowaną przewagę miał Miszczunio, który z ogromnym zaangażowaniem i z niemałą ilością decybeli wydawał z siebie radosne: "miaaaał" ;)




Uczeń przerósł nauczyciela - pomiałkiwanie z Babcią ;)

a wtem:


Kochane Ciocie - specjalnie dla Was - Słodziak i jego czuprynka :)

środa, 2 marca 2011

Mamy własny prąd!

Dzięki cioci Renacie i wujkowi Marcinowi niestraszne nam już przerwy w dostawach prądu :)



Kochani, serdecznie Wam dziękujemy za agregat prądotwórczy :)



buziaki od Mikołajka :)

wtorek, 1 marca 2011

The thing

...wspomniałam, że słów mi brak.


To obiecana fota cosia http://mikolajkowo.blogspot.com/2011/02/gra-w-czerwone.html





ps. Ciocie prośbę mam... dajcie znać jak znajdziecie "cosia" spełniającego kryteria wymienione w w/w notce... ok? to ja Mikulcowi zakupię, ten "coś" jest taki sobie...

Dziękujemy :)

Mikuś, jego Rodzice i oczywiście ja bardzo, bardzo, bardzo, bardzo Wam dziękujemy...

Przywracacie nam wiarę w Ludzi, Dobro, Bezinteresowność, Empatię... we wszystko to, co tuż po diagnozie zostało zachwiane...

...aż brak mi słów*

Z pewnością nie byłoby tej aukcji bez Agi, która popełniła filigran, bez v. a., która wylicytowała zawrotną sumę (jej pierwsza w życiu licytacja i w dodatku pierwsze zakupy przez internet!!!), bez Alfabi i Przemysława...

 Kochani - jesteście wspaniali,

Serdecznie Wam wszystkim dziękujemy :)

*Mikusiowa Ciocia uchodzi za osobę o niewyparzonym języku więc ten... no... samej mi dziwnie, że słów brakuje ;)