niedziela, 7 września 2014

Trochę historii w obrazkach

W większości wpisów na blogu coś "zeżarło" zdjęcia, dlatego poniżej przedstawiamy fotograficzną relację z życia Mikołajka i rodzinki:


 

wtorek, 26 sierpnia 2014

ZALEGŁE i AKTUALNE

Zdjęcia z czerwcowych "wczasów na moziu" jak to mówi Michałek:-)

                                                       szaleństwo pierwszego dnia

                                      nie ma jak dżemka na plaży we własnym namiociku :-)

                                                           4 urodzinki Miksia :-)
                                                            taka była impreza :-)

                                      Mikołajek śladem Michałka zapragnął tandety za 2zł.


oceanarium


 


                                                     Michałek też miał swój namiot

                                                             a to nasz plażowy kramik
 
 

a po powrocie Michałek przystąpił do codziennych obowiązków - zaczął od koszenia trawy :-)


nie wczasowe ale nie mogłam się oprzeć :-)
 
 
Spędzając czas na plaży poznałam super mamę-mamę Igorka i Leosia- Izę.
 Igorek jest rok starszy od naszego Michałka więc razem się bawili. Leoś malutki-jeszcze niechodzący więc Iza miała nieźle zaopatrzony kramik- parawan, namiot, kocyki, mnóstwo zabawek, a co najistotniejsze była w tym kramiku uziemniona. Szybko zauważylyśmy że  w kramiku oprócz nas i trójki naszych dzieci jest jakaś szóstka w różnym wieku dzieci nam nieznajomych. Np. uroczy na oko siedmiolatek dla którego nie miało znaczenia że ośmiomiesięcznemu Leosiowi sypie piaskiem w oczy, bynajmniej Leonkowi nie było wszystko jedno. Szybko doszłyśmy do wniosku że inne mamusie wyczaiły że ich dzieciaki mają bezpieczną bawialnię. Oczywiście gdy próbowałyśmy zlokalizować właścicielki dzieci, to miałyśmy wrażenie że dzieci na plaże przyszły same, te które wyglądają na trochę więcej niż roczek też. No udało nam się zlokalizować właścicielki jednego chłopca - mamę i babcię, ale tak były zajęte równym opalaniem każdej części ciała że nie zawracały sobie głowy dzieckiem. Nie chcę być brutalna ale dokonałyśmy z Izą podziału- na mamusie zrobione, znaczy z nieskazitelną fryzurą, opalenizną, paznokciami i strojem bynajmniej nie do pływania (tylko podtrzymywania bądź powiększania). I te do nas podobne, znaczy rozczochrane, ze strojem kąpielowym przypadkowym, lub bez bo przecież i tak do morza nie wejdzie z dwójką dzieci (Iza), oczami wyobraźni widzę tą chmarę nie naszych dzieci biegnących za nami :-). Ale wpadłyśmy na pomysł i zawarłyśmy układ- na zmianę pilnujemy sobie dzieci i idziemy pływać, i nie miało dla nas znaczenia że fryzura nie taka, albo inne bzdury, radość miałyśmy nieziemską. Żałowałyśmy tylko że tak późno poznałyśmy się. Iza kiedy umawiamy się na pływanie ? :-)

 A teraz trochę wiadomości aktualnych :
 Parę dni temu pojechaliśmy z Mikołajkiem na izbę przyjęć żeby zobaczył go laryngolog bo z uszka wypłynęło troszkę krwi. Okazało się że to powierzchowne podrażnienie i wszystko ok. Ale chcę napisać o zaskoczeniu Pani Doktor, która spytała Mikołajka czy potrafi pokazać oczkami czy go boli, a Mikołajek zamiast oczkami głośno i wyraźnie powiedział buzią NIEEE!!! :-) Pani Doktor była w szoku :-)

                                                                                        Mama Mikołajeczka i Michałka




piątek, 8 sierpnia 2014

Wszystko i nic :-)

Dawno nie pisaliśmy bo zwyczajnie nie mamy czasu ani siły na nic. Każdego wieczora gdy chłopaki zasnął padamy, a w dzień bez sensu żeby mikuś sam gapił się w TV a ja w kompa.
A od ostatniego wpisu trochę się działo. Dobrze i źle.
Najpierw dobrze:
 Maj nam minął na radości z nadchodzącego lata i przygotowaniach do czerwcowego wyjazdu nad morze. 10 czerwca nasz mikołajuś miał 4 latka i udało nam się je świętować tam gdzie mikusiowi się zawsze podoba czyli w Świnoujściu :-) Wyjazd był super, pogoda plażowa, chłopaki zdrowi i szczęśliwi. Jeden dzień spędziliśmy w oceanarium w Stralsund, mimo że byliśmy tam rok temu, to nadal robi na nas wrażenie, już nie mówiąc o dzieciakach, które są zachwycone pływającymi nad głowami rekinami.
Kilka dni była z nami ciocia wiola więc udało nam sie wyrwać na wieczorny spacer po plaży tylko we dwoje, oczywiście cały czas oglądaliśmy się za siebie jak idioci szukając wózka i dzieci bo ostatni raz taki luksus nas spotkał 5 lat temu gdy jeszcze nie mieliśmy dzieci, a na plaże biegliśmy żeby nie tracić czasu, więc wyglądaliśmy trochę jak niespełna rozumu, jakbyśmy faktyczie pogubili dzieci :-)  Poza tym, niedaleko nas mieszkała Nasza Jola z mianowanym przez Michałka Dziadziem Krzysiem, więc było naprawdę super i wesoło. Wróciliśmy zadowoleni, opaleni i wypoczęci. W następnym wpisie będą wczasowe zdjęcia :-)
 A po powrocie zaczęły się kłopoty oddechowe, tzn. spadki saturacji, podwyższona akcja serduszka, niska wentylacja, więc ambu szło kilka albo kilkanaście razy na dobę w ruch bo nawet podwyższenie ciśnienia na respie nie pomogło. Przez parę dni po powrocie zachodziliśmy w głowę co się dzieje, bo oznak infekcji nie było. W końcu ambu też nie pomogło, saturacja utrzymywała się 70 a resp w zasadzie przestał mikunia wentylować, więc biegiem wymieniliśmy rurkę, która była mocno przytkana. Niestety za parę dni to samo, więc znowu wymiana rurki. Teraz na szczęście jest spokój, używamy większych filtrów i soli fizjolog do rurki żeby nawilżyć, grubszych cewników więc ma nadzieję że problemy z zatykaniem rurki mamy za sobą, że powodem była obsychająca wydzielina w  rurce.

 Przed wyjazdem nad morze kupiliśmy nowego ssaka, bo baterie w dwóch poprzednich padają po okresie gwarancji, tj. 6 m-cy. Okazało się że nowy przyszedł z baterią już zrąbaną, a my jak wariaci chodziliśmy z dwoma ssakami pod wózkiem bo każdy odsysał po parę razy. Po powrocie reklamowałam go, reklamacjia została odrzucona bo wg sprzedawcy mieści się w normie a ja się czepiam. Więc poszłam do Rzecznika Praw Konsumenta dowiedzieć się czy ja się czepiam czy normą jest że nowy ssak za 1500 zł. ssie 5 razy i się wyłącza. Po interwencji rzecznika wymienili ssak na inny ze sprawną baterią, niby fajnie ale jak zobaczyłam że filtr kosztuje 80 zł a wąż 350 zł. to trochę mi mina zrzedła ale bateria sprawna więc nie mogę grymasić :(

Dzisiaj tyle ale może w weekend uda mi się znowu coś skrobnąć i dać parę fotel:-)

                                                                                     Mama Mikołajeczka i Michałka

środa, 18 czerwca 2014

...bo jak zawsze chodzi o Mikołajka

Dzięki Chudej mam przyjemność zaprezentować kolejną akcję na rzecz Mikołajka, podając za:

Wakacje... Czujecie ten powiew wolności? Wolność od porannego zdzierania z łóżek (wszak w dni wolne dzieci budzą się same), wolność od zadań domowych, od sprawdzania, czy na dnie tornistra nie gnije kanapka sprzed dwóch tygodni, od pamiętania o różowej bibule na wtorek i patyczkach do szaszłyków na piątek... A może wprost przeciwnie – na hasło „wakacje” zaciskacie nerwowo szczęki i z rozpaczą myślicie o konieczności zaplanowania tych dwóch miesięcy bez wsparcia placówek, tkacie misterny plan „półkolonie-obóz-babcia-urlop-babcia” i drżycie, żeby to wszystko wypaliło.

Jakie uczucia budzą w Was wakacje, z czym się Wam kojarzą? Luz czy utrapienie? Swobodny czas spędzany rodzinnie, czy mantra „obyśmy się tylko nie pozabijali”?

Napiszcie o tym. Zapraszamy wszystkich rodziców do udziału w zabawie. Do wygrania trzy książki:

1. „Zachcianki” - zbiór zmysłowych opowiadań różnych autorów
2. „Jajko z niespodzianką” Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej
3. „Dziecko dzień po dniu. 100 złotych zasad francuskiego wychowania” Pameli Druckerman



Co trzeba zrobić?

1. W komentarzu do tej notki lub w mailu na adres mblukru@gmail.com napisać, z czym kojarzą się Wam wakacje i jakie uczucia w Was budzą. Nie zapomnijcie podać adresu mailowego!

2. W dwóch zdaniach poinformować znajomych o naszej inicjatywie na rzecz Mikołajka, zachęcić do zakupu antologii i podać link do naszego wydawcy, u którego można kupić antologię o każdej porze dnia i nocy.

Jeśli uczestnik naszej zabawy ma bloga – na blogu.
Jeśli korzysta z portali społecznościowych – tamże.
Jeśli nie ma bloga ani konta na portalach społecznościowych – to w mailu do znajomych.

Można to uczynić słowami: „Polecam antologię Macierzyństwo bez lukru, z której cały dochód przeznaczony jest na rzecz ciężko chorego Mikołajka. Dużo dobrych tekstów rodziców dla rodziców.” i link: http://www.rw2010.pl/go.live.php/PL-H6/przegladaj/SOTQ5/macierzynstwo-bez-lukru-3.html?title=Macierzy%C5%84stwo%20bez%20lukru%203

3. Zabawa zaczyna się 16 czerwca o 6.00 i trwa do północy 20 czerwca. Nagrodzimy trzy osoby, wyniki ogłosimy we wtorek 24 czerwca i niezwłocznie wyślemy nagrody, by dotarły do zwycięzców przed wakacjami.

Czekamy na Wasze historie!

A Mikołajek czeka na pomoc.

serdecznie zapraszamy do udziału w wakacyjnym konkursie :)

więcej tutaj:

http://macierzynstwo-bez-lukru.blogspot.com/2014/06/wygraj-ksiazke-na-wakacje.html



czwartek, 15 maja 2014

USTRON

     Mikolajek w nagrodę za odwagę podczas wymiany pega pojechał na wycieczkę do ustronia do Leśnego Parku Niespodzianek. Wiadomo, jak mikus to razem z nim trzy pasozyty: Michałek, Mama, Tata.












To było dwa tygodnie temu.

A teraz mamy katar :/

                                                                                             mama Mikołajka

piątek, 25 kwietnia 2014

WSZYSTKO DOBRE CO SIĘ DOBRZE KOŃCZY :-)

Od grudnia wisiało nad nami widmo wymiany pega, przerwał nam się na wężyku, ale żeby go uszczelnić skleiliśmy cudną czerwoną mocną taśmą i udawaliśmy że nic się nie stało. Oczywiście nasz Pan Doktor wiedząc jak boimy się zostawienia na noc Mikusia w szpitalu zgodził się, a tym samym uznał że poczekamy aż mikuś urośnie żeby założyć mu nowego z balonikiem bo takie można wymieniać w domu. Bardzo nam się ta koncepcja spodobała, tym bardziej że Pani Gastrolog już dawno namawiała nas na wymianę na nowy, bo mikuś ma jeszcze taki dla dzidziusiów. Ale nie wyobrażam sobie zostawić mikusia na noc w szpitalu, (na oiomie nie można być z dzieckiem), bo nasz prawie czterolatek w nocy musi być trzymany za rączkę, zmiennie za udko, a drugą ręką musimy trzymac smoczek w buzi i nim kręcić udając ssanie. Wiem że to jest nienormalne żeby czterolatek tak spał ale inaczej nie będzie spał w ogóle. No więc przez parę miesięcy mieliśmy przyozdobionego pega, tylko co jakiś czas straszyło mnie że kiedyś trzeba będzie to wymienić. W środę zaczęliśmy dzień jak co dzień od oklepywania i zobaczyłam że mikuś ma mokrą bluzeczkę, najpierw pomyślałam że tak się spocił bo chwilę wcześniej spadała mu saturacja ale zaraz okazało się że z brzuszka wypadł nam peg. Oczywiście tel do naszego Doktora, poszukiwania specjalnego cewnika, próba włożenia go na miejsce tamtego, żeby nie zasklepł się i szybka decyzja że do szpitala. Pomiędzy tymi czynnościami prawie zawał i zobaczyłam jak mocno potrafią dygotać ręce. Oczywiście milion myśli co to będzie bo moja wyobraźnia nie zna granic. Szybkie pakowanie i godzinę później byliśmy w szpitalu. A tam nie jak w znanych polskich szpitalach gdzie żeby pobrać krew do badania pacjent musi parę dni poleżeć tylko wszystko biegusiem. Zanim zaczęłam na dobre panikować Nasz Pan Doktor, wymienił pega na nowego, takiego dla dużych chłopczyków, pobrał krew i wysłał Mikusia na laparoskopie żeby wyciągnąć część starego pega która została w żołądku. Pół godzinki później nasz mikuś przyjechał śpiący i po wszystkim. Mieliśmy dużo szczęścia że tego dnia Nasz Doktor był w pracy lub nie stało się to dwa dni wcześniej gdy byliśmy 300 km od domu. Do dzisiaj jestem w szoku ze tak sprawnie i szybko to poszło i stało się w najlepszym momencie. Już nie wspomnę o wdzięczności do naszego Pana Doktora i odwadze naszego mikołajeczka. Bałam się że będzie niespokojny i wystraszony a mikuś luzik totalny. Teraz wszystkim pokazujemy nowego pegusia a mikuś pęka z dumy że był taki dzielny :-)                                                                                                                                 mama Mikołajeczka

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

:)

Dawno nie pisaliśmy, ale ci co czytają już się przyzwyczaili do częstości wpisów :)

najpierw aktualności:
nowy respirator dotarł, ustawiliśmy tryb i parametry i Mikuś już go przetestował, pooddychał sobie na nowym sprzęcie przez pare godzinek żebyśmy mieli pewnośc że wszystko ok. Więc trochę nam lepiej ze świadomością że mamy zapasowy,


a teraz o Mikołajku:
muszę się pochwalić że mamy najdzielniejszego chłopczyka na świecie, a konkretnie - Mikuś był pierwszy raz w życiu u dentysty :) i luzik totalny. Pan Doktor dokładnie pooglądał żębolki, potem włączył swoją magiczną buczącą maszynę a nasz Mikołajek totalny spokój. Ja na kilka dni przed wizytą stresowałam się, po pierwsze czy naszego Mikusia lekarz przyjmie bo doświadczenie nas niestety nauczyło że często odbijamy sie od ściany i wracamy bezradni do domu, a po drugie czy nasz Mikuś nie wystraszy się i to uniemożliwi ewentualne zabiegi. A że Michałek chce naśladować Mikusia to upomina się że on też chce, więc mamy pewność że chłopaki nie bedą miały traumy przed dentystą.

                                                        wieczorne przytulaski braciszków 

Z wiadomości trochę odleglejszych to jakiś miesiąc temu Mikuś strasznie źle się wentylował, ale chyba powodem była rurka tracheo znacznie obklejona wewnątrz wydzieliną mimo że miała tylko 3 tygodnie, bo wymieniliśmy na nową i uspokoiło się. Poza tym, z powodu znacznych przecieków myślimy o przejściu na większą rurkę, ale jak powiedział Pan Doktor w czerwcu na 4 urodzinki Mikuś dostanie większą, tzn. 5,5. Ważne że teraz jest dobrze bo ta wentylacja każdemu spędzała sen z powiek, Mikusiowi niestety też :/

A z fajnych i bieżących wiadomości to cieszymy się że w końcu wiosna w pełni i juz na dobre rozpoczęliśmy sezon spacerkowy, nawet ukochaną mikusiową huśtawkę rozłożyliśmy :)

A między braciszkami miłość kwitnie, Michałek co chwilę podbiega do Mikusia i go całuje, mówi "misiuś ocham cie". Ostatnio Michałek rozmawiał z babcią przez tel i gdy obiecała mu prezent to powiedział że dla Mikusia też ma przywieźć. Wzrusza mnie jak na nich patrzę i myślę że dobrze że Mikuś ma braciszka :)



                                                                                                                             mama Mikołajka

poniedziałek, 3 marca 2014

AWARIA



Zdarzyło się Wam kupić coś co kosztuje ponad 20 tyś., w dodatku nie mając takich pieniędzy i jeszcze mieć nadzieję że ten zakup jest niepotrzebny i będzie sobie leżał nieużywany w szafie??
No cóż, zapewnienie mikołajowi bezpieczeństwa a sobie odjęcie jednego źródła stresu bezcenne. Mowa o zapasowym respiratorze.
Ale od początku...
W zeszłą sobotę michałek poszedł z ciotką do bawialni, mikuś mimo że zarzekał się że w dzień spał nie będzie, około 18 padł patrząc na baję. Cieszyliśmy się że w spokoju możemy zjeść sniadanioobiad. Ale za bardzo nie najedliśmy się, bo nagle przedziwnie głośno i dzwonkiem którego nie znamy respirator zaczął wyć a wyświetlacz zrobił się czerwony, i koniec szlak go trafił. Adrenalinka podskoczyła, ręce troszkę nam się zatrzęsły, więc ja biegiem po ambu i pulsoksymetr a tata telefon do przychodni z której mamy respa. "Dość sporo" czasu trwało zanim dojechał zamiennik, a sytuacja napędziła nam niezłego stracha. Nie chcemy myśleć co by było gdybyśmy byli gdzieś, gdzie nasza przychodnia nie świadczy usług, lub nawet świadczy ale ile by to trwało, albo gdybym była blisko domu ale sama, bo nie da sie jedną ręką ambować a drugą pchać wózka w stronę domu...
Tak więc zamiast gdybać, sytuacja nasunęła nam pomysł że bezpieczniej byłoby mieć własny respirator, który, gdy gdzieś jedziemy możemy wziąć ze sobą.
Respiratorek zamówiony, a że na koncie fundacyjnym nigdy nam się taka kwota nie uzbierała debet do konta powiększony.
Dlatego jeżeli nie macie pomysłu komu przekazać 1% podatku, my chętnie przyjmiemy, bo jak widać pomysłów nam nie brakuje :))

                                                                                                          mama mikołajka

poniedziałek, 17 lutego 2014

1%

W tym roku mamy po raz pierwszy ulotkę odnośnie 1%. Stworzył ją dla Mikusia Marcin od naszej Joli :)) Jeszcze raz DZIĘKUJEMY !!!
A oto i ona:


Oczywiście wszystkim, którzy zechcą oddać 1%, albo choćby pomyślą o oddaniu 1% - Dziękujemy :))
tata Mikołajka

niedziela, 9 lutego 2014

ŚWIADOMOŚĆ DWULATKA

Między chłopakami rośnie miłość braterska, a konkretnie michałek dotąd potwornie zazdrosny o mikusia, teraz ma dni gdy co chwilę podbiega do mikołajka, całuje go i ucieka zawstydzony. Wtyka mu do rączki swoje ukochane autka, gdy przebieram mikusia michałek żąda żeby założyć mu ubranka od braciszka,  żartujemy że stosujemy recykling, jeden dzień chodzi mikuś a drugi michałek :)
Do tego doszła olbrzymia świadomość dwuletniego michałka. Jeszcze do niedawna michałek gdy chciał mikusiowi coś dać to wyciągał do niego rękę z danym przedmiotem nie rozumiejąc że mikuś nie wyciągnie rączki, nie złapie. Teraz michałek otwiera paluszki mikusia i wkłada mu do rączki swoje autko. Michałek witaminy pije nie z łyżeczki jak inne dzieci tylko ze strzykawki tak jak mikołajek, zakłada sobie na paluszek pulsoksymetr albo wchodzi do wózka od mikusia i karze się wozić, dokładnie tak jak mikuś. Świadomość michałka jest porażająca, ostatnio wziął się za wycieranie mikołajkowi ślinki z buzi widząc jak my to robimy kilkadziesiąt razy na dobę. Gdy ja byłam dzieckiem strzykawka kojarzyła mi się z zastrzykami a o istnieniu np. ambu nie miałam pojęcia, dla michałka medyczne sprzęty to codzienność.  Myślę że z powodu choroby braciszka michałek wyrośnie na tolerancyjnego człowieka, którego nie będzie dziwił widok kogoś, kto inaczej wygląda czy oddycha za pomocą  respiratora włożonego  pod wózek. Niestety nam wciąż zdarza się tworzyć sensację gdy przyjdzie nam się odessać w sklepie, już nie wspomnę że spotykamy na spacerze ludzi, którzy po prosty przystają i gapią się na mikołajka. Zupełnie nie przychodzi im do głowy że mikołajek widzi te spojrzenia i słyszy komentarze. Ale muszę wspomnieć że czasem komentarze są tak idiotyczne że powodują uśmiech na naszych twarzach, np. że mikus ma pod wózkiem telewizor, wtedy zgodnie odpowiadamy że polsat oglądamy :)
Michałek ostatnio staje w obronie mikołajka nie pozwalając go odsysać. Wzięło się to stąd, że niedawno michałek miał katar i przed snem odsysaliśmy go ssakiem od mikusia. Oczywiście michałek bronił się, płakał, uświadomiło mi to, że mikuś gdyby miał siłę pewnie też tak by tak robił, tym bardziej że odsysamy go z rurki tracheo a nie tylko z noska jak michałka. Przygnębia mnie taka myśl, nam się może wydawać że jak mikuś spokojnie czeka aż skończymy go odsysać, oklepywać to znaczy że mu to nie ciąży. W ogóle pojawienie się michałka uświadomiło nam dużo rzeczy, to jaki cierpliwy jest mikołajek. Michał gdy czegoś chce krzyczy jak szalony a o pragnieniach i potrzebach mikusia czasem  nawet nie mamy pojęcia.

Ale dość tych smutów, następnym razem będzie sprawozdanie o michałkowych urodzinkach :)

                                                                                                  mama mikołajka