środa, 3 stycznia 2018

BABCIA JASIA

Były święta, był Nowy Rok, dostaliśmy mnóstwo życzeń i na żadne nie odpowiedzieliśmy. W tym roku świąt nie czuliśmy. Spędziliśmy je z babcią Jasią ale nie w domu - w szpitalu, trzymając za rękę. W zasadzie od 2 tygodni nasze życie jeszcze bardziej przypomina szpitalny oddział.
W domu karmię Mikołajka przez pega, w szpitalu babcię sondą, w domu wpatruję się w respa, tam w monitor z babcinymi parametrami, Mikusia otacza rura z respa, kabel z pulso, rurka z pompy, babcia cała oklejona elektrodami i wenflonami.
Codziennie pędzę prawie 40 km do babci a potem spieszę się do dzieci. Chciałabym być w dwóch miejscach jednocześnie...
Taki smutny czas ostatnio.
Patrzę na babcię i widzę że tamtej babci Jasi już nie ma. Wciąż nie mogę uwierzyć że już nie ulepi dla Michałka pierogów, nie zwęzi spodenek dla Mikusia, nie zrobi dla mnie konserwowej papryki, nie porozmawia z Mikołajkiem tak jak tylko Ona potrafiła, nie przeczyta już żadnej książki, mimo że tak to kochała i mimo swoich 90 lat pochłaniała dwie w tygodniu. To nie była zwykła babcia.
Wiem, że nikt nie jest nieśmiertelny ale dla babci Jasi 90 lat to naprawdę za mało.








Mama Mikołajka i Michałka

4 komentarze:

  1. Aniu, przytulam Cię mocno!

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutne to bardzo....
    Ja swojej Babci Jasi nie mam już przeszło 20 lat :(
    mam natomiast babcię Tereskę, która lepi nam pierogi, robi wina, papryke, ogórki itd i jest najcudowniejsza babcią na świecie, ma 88 lat i śpiewanie jej sto lat to zdecydowanie za mało... Rozumiem Cię Aniu i przytulam!
    Sił i zdrowia...
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Iwonko. W listopadzie śpiewaliśmy 100 lat ale wszyscy mieli wrażenie że to nie na miejscu. Siły i zdrowie nam wszystkim się przydadzą bo ostatni kwartał nas nie oszczędzał. Dzięki Iwonko

      Usuń